piątek, 8 czerwca 2007

Bash to życie

Pozwolę sobie zacytować znaleziony przed chwilą na amerykańskim bashu tekst

A woman has a close male friend. This means that he is probably interested in her, which is why he hangs around so much. She sees him strictly as a friend. This always starts out with, you're a great guy, but I don't like you in that way. This is roughly the equivalent for the guy of going to a job interview and the company saying, You have a great resume, you have all the qualifications we are looking for, but we're not going to hire you. We will, however, use your resume as the basis for comparison for all other applicants. But, we're going to hire somebody who is far less qualified and is probably an alcoholic. And if he doesn't work out, we'll hire somebody else, but still not you. In fact, we will never hire you. But we will call you from time to time to complain about the person that we hired.

A tu oryginalny link do niego. Całość chyba nie wymaga komentarza.

czwartek, 7 czerwca 2007

Manipulacje w obronie wicepremiera

W ostatnich dniach w Sejmie głośna stała się sprawa projektu zmiany konstytucji, który w grudniu złożyła Platforma Obywatelska, która to zmiana uniemożliwiałaby kandydowanie do parlamentu osobom skazanym prawomocnym wyrokiem w sprawie karnej. Trzeba mieć świadomość, że projekt wymierzony jest przede wszystkim w Andrzeja Leppera i jego partię, jednak etycznie jest całkowicie uzasadniony. PiS, jak na partię walczącą o „odnowę moralną” przystało projekt oczywiście popiera. Ale z zastrzeżeniami. Poseł Kurski (jeden z moich ulubieńców) stwierdził, że zakaz nie powinien obejmować osób, które zostały skazane za czyny czy wypowiedzi o charakterze politycznym. Wyraźnie widać, że chodzi o wyłączenie z działania tego przepisu wicepremiera Leppera, który został skazany za pomówienie polityków SLD i PO podczas posiedzenia w sprawie odwołania go z funkcji 29 listopada 2001 roku. Jednak to mogłoby nie wystarczyć. Minister Rolnictwa wysypał też na tory importowane zboże, więc należałoby wyłączyć z tego przepisu osoby, które popełniają przestępstwo (poseł eufemistycznie powiedział, że ocierają się o nie), działając w imię wyższej idei, chcąc zwrócić uwagę społeczeństwa na jakiś problem. Absurd takiego sformułowania osiąga himalajskie szczyty (vide En Passent). W takim przypadku, w celu zasygnalizowania problemu kradzieży samochodów, albo ich masowego importu z Niemiec, zacznę je kraść - będę działał w imię wyższej idei, czy to walki z kradzieżami, bezpieczeństwa na drogach, czy wspierania sprzedaży nowych samochodów, w części produkowanych w Polsce. A może wobec rosnących cen paliw, podpalmy płocką rafinerię? Problem społeczny zostanie z pewnością zauważony.

Warto zwrócić uwagę, kogo Prawo i Sprawiedliwość dziś broni. Aby zacząć od początku, w 2001 roku, któryś z braci Kaczyńskich bardzo ostrymi słowami wypowiadał się o Andrzeju Lepperze, mówiąc dlaczego nie powinien pełnić funkcji wicemarszałka (niestety nie udało mi się odnaleźć cytatu). Do tego momentu Lepper był kilkakrotnie skazany przez sądy, spędził nawet 2 miesiące za kratkami. We wrześniu 2006 roku Lepper został po raz drugi zdymisjonowany z funkcji ministra rolnictwa, a obecny premier nazwał „warcholstwem” zachowanie Pierwszego Mulata Rzeczypospolitej. Niedawno pojawił się też wątek seksafery, w którym dwie kobiety twierdziły, że Przewodniczący proponował im seks, obiecując karierę i powołując się na swoje „wodzostwo”. Nie powinniśmy też zapominać aktualnej sytuacji panującej w Kasie Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego, gdzie Samoobrona, bez skrupułów osadza swoich ludzi według partyjnego klucza, zgodnie z przykazem Przewodniczącego. Ostatnio wykazał się on też szczególnym lekceważeniem sądu, w którym po prostu nie chciało mu się zjawić. Mimo, że w sensie prawnym czy formalnym wszystko jest w porządku, to z etyką czy moralnością nie ma to wiele wspólnego. Ponadto przez cały czas swojej aktywności publicznej Lepper ośmieszał się, a to prymitywną retoryką dotyczącą byłego prezesa NBP Leszka Balcerowiecza, a to Talibami odwiedzającymi Klewki.

Dokonania Wicepremiera pokazują jego podejście do prawa oraz do innych ludzi. Tymczasem PiS, który cały czas głosi odnowę moralną, chce walczyć z przestępcami, chroni go tylko po to, aby utrzymać koalicję w całości, a co za tym idzie utrzymać jak najdłużej władzę, bez względu na koszty. Jest to zwyczajna hucpa (jedno z moich ulubionych słów, brakuje tylko przymiotnika „antypolska”) i dwulicowość w wykonaniu rządzącej partii

środa, 6 czerwca 2007

Król Passent

Dziś, po wielu ciekawych artykułach na swoim blogu i ostatnim, w którym osiągnął chyba szczyt uszczypliwego, ale i inteligentego humoru, zajął zaszczytne miano mojego ulubionego dziennikarza i felietonisty. Ostatecznie zdystansował tym samym Janinę Paradowską, która pisze równie ciekawie, jednak nie stosuje się do maksymy „i śmiech niekiedy może być nauką”. U Pana Passenta pojawia się dość często i zawsze w bardzo celnej formie, bez zbędnego nadużywania ciętego pióra.

Dzisiejszy wpis jest niejako kwintesencją tego, co w wypowiedziach Pana Daniela lubię najbardziej. Mimo, że komentuje głośne ostatnio, bulwersujące czy absurdalne wydarzenia, robi to z niezwykłym wdziękiem. Odnosi się do skandalicznego kryptonimu śledztwa dotyczącego kardiochirurga - “Mengele”, do absurdalnego pomysłu Ministra Edukacji dotyczączego zmian w kanonie szkolnych lektur, do lekceważenia wymiaru sprawiedliwości przez wicepremiera, któremu nie chciało się zjawić w sądzie (choć trzeba przyznać, że miał do tego prawo), do sposobu prowadzenia śledztwa w szpitalu MSWiA, gdzie pracuje wspomniany kardiochirurg oraz do zabawnej, a może raczej ośmieszającej wypowiedzi Anny Sobeckiej na temat seksu. Przez cały artykuł, który nie napawa optymizmem, z resztą jak cała dzisiejsza polityka, przewijają się "jednoprocentowe" krowy z Nowej Zelandii, śmiesząc czytelnika. Komentarze dotyczące szczytów i Himalajów głupoty, czy dyskrecji IPNu, gdzie autor poleca przechowywać dokumentację medyczną skopiowaną przez CBA w trakcie postępowania przeciw nieszczęsnemu lekarzowi, to po prostu wyszukany humor z najwyższej półki.

Mam nadzieję, że Pan Daniel Passent jeszcze długo pozostanie w pełni władz umysłowych, a IV RP nie wtrąci go do lochu wraz z innymi, którzy niewystarczająco podkopywali poprzedni system, i będzie się z nami dzielił swymi rewelacyjnymi komentarzami i opiniami.

poniedziałek, 4 czerwca 2007

Ekonometryczny cud

Post będzie bardzo banalny i błahy, jednak dla mnie bardzo istotny. Mianowicie przed chwilą ujrzałem pozytywny wynik z kolokwium - 50 punktów i warunkowe zaliczenie. Jak dotąd, jako jeden z czterech wybrańców ze specjalności. Od razu poprawił mi się humor, mniej straszny stał się nieposuwający się projekt z programowania, a życie stało się odrobinę prostsze. Lista zadań do wykonania zmalała o jedną, bardzo istotną pozycję, a mój terminarz stał się znacznie korzystniejszy. Dziś nie popsują mi humoru już żadne kłopoty z C++, które za chwilę na pewno się pojawią. Dopóki się tego nie przeżyje, nie da się zrozumieć tego uczucia. Mniej cieszyłem się z niejednej piątki z egzaminu.


Dobra, dość tych pierdół. Wracam do roboty ;)

niedziela, 3 czerwca 2007

Kolejny rok

Dziś stuknął mi kolejny rok życia. To już 22. Z tej okazji wczoraj, jak co roku, zorganizowałem imprezę. Mimo, że goście byli zadowoleni i może ja też powinienem, to mijający czas, wraz z listą osób, które się pojawiły, wprawiły mnie w dziwaczny nastrój i nie jest on spowodowany poimprezowym zmęczeniem.

Jak to bywa przy okazji urodzin zacząłem zastanawiać się nad swoim życiem. Nad tym czemu się poświęcam, co mnie czeka i chyba przede wszystkim nad swoimi relacjami z innymi.

Ostatnio, w obliczu skomplikowanej i nieprzyjemnej sytuacji w jakiej się znalazłem, zastanawiam się co jest czynnikiem przyciągającym ludzi do mnie. Czemu się ze mną kolegują, czy przyjaźnią? Czy jest to kwestia charakteru, osobowości, czy ledwie skutek zwykłego rachunku zysków i strat? Moją wadą, z egoistycznego punktu widzenia, jest zbytnia szczodrość, chęć pomagania i właśnie to może przyciągać do mnie ludzi. A niestety relacje budowane na korzyści są słabe, zafałszowane, bo kiedy znika korzyść, znika też znajomość. Z trudem potrafię wymienić kilka osób, co do których mam pewność, że ich to nie dotyczy. Co do całej reszty miewam wątpliwości. W każdej chwili może odezwać się „ciemna strona” i mogę przekonać się, kto jest „friend indeed”.

We znaki daje mi się też brak bliskiej osoby. Mało wolnego czasu, w połączeniu z niewielkim przypływem nowych znajomości, owocuje marnymi perspektywami na znalezienie kogoś odpowiedniego. Jedyna relacja, na której aktualnie mi zależy, nijak nie chce się rozwinąć, a nawet nabieram przeświadczenia, że nie ma na to szans. Pewne szczegóły dają mi solidne podstawy sądzić, że po raz kolejny sprawdza się powiedzenie „z tym największy jest ambaras…”.

Cóż, w tej chwili nie ma nad czym rozpaczać, czy zbytnio się przejmować. Trzeba robić swoje, licząc, że prędzej czy później zaprowadzi mnie to tam, gdzie jest mi przeznaczone. Teraz czas zacząć myśleć o wyjeździe do Danii, a przedtem zaliczyć wszystkie egzaminy. Szara codzienność.