Teoria Strun
Świetny 3-odcinkowy serial o Teorii Strun. W bardzo przystępny sposób wyjaśnia całą ideę. Nie wiem czemu nie da się wkleić tutaj playlisty, ale na stronie użytkownika ogląda się wygodnie. Polecam!
Moje życie, ciekawostki i opinie.
Świetny 3-odcinkowy serial o Teorii Strun. W bardzo przystępny sposób wyjaśnia całą ideę. Nie wiem czemu nie da się wkleić tutaj playlisty, ale na stronie użytkownika ogląda się wygodnie. Polecam!
Tagi: ciekawostki, linki
W 2000 r. na rynku pojawił się pierwszy i jak dotąd jedyny bank internetowy. Oferta mBanku była i wciąż jest dość konkurencyjna. Największym problemem był brak możliwości wpłaty gotówkowej, co odstraszało wielu klientów. Rozwiązaniem problemu miały być wpłatomaty – mityczne maszyny, do których trzeba było podróżować, niczym do legendarnego Sezamu, aby zdeponować swoją gotówkę. Miały, bo nie zawsze są.
Ostatnio byłem zmuszony zasilić swoje konto odrobiną gotówki. Zatem jak przystało na 2010 rok, sprawdziłem w Internecie, który wpłatomat będzie dla mnie najwygodniejszy, skontrolowałem godziny otwarcia, upewniłem się, że jest czynny i ruszyłem w podróż. Bardzo blisko nie było, ale też nie musiałem gnać na drugi koniec miasta. Tak mi się przynajmniej wydawało–
Kiedy dotarłem na miejsce i odnalazłem maszynę, okazało się, że jednak czynna nie jest. Na stoisku już tylko hulał wiatr, więc nie było nawet komu się poskarżyć. Pozostała mi tylko infolinia. Po wklepaniu swojego numeru klienta i odsłuchaniu zbędnych regułek nabijających rachunek telefoniczny, mogłem wylać pretensje na bogu ducha winnego konsultanta. Cóż, taka praca. Zażądałem wskazania czynnego wpłatomatu, a była to godzina 20.50. Pan po drugiej stronie znalazł takowy w innym nie-tak-dalekim centrum handlowym. Ba, są tam nawet dwa wpłatomaty! Jeden czynny do 22, a drugi do 21. Oczywiście okazało się, że czynny jest tylko jeden, ten do 21. Szanse na zdążenie były niewielkie, więc zostało mi tylko przejechanie pół miasta do czynnego automatu w samym centrum.
Można by stwierdzić, że miałem pecha, ale nie taka ma być puenta. Konsultant na infolinii był w stanie rzetelnie sprawdzić status wpłatomatu. Niestety bank nie jest łaskaw udostępnić tych samych informacji na stronie. Tam zdecydowana większość wpłatomatów jest czynna, łącznie z dwoma z których nie mogłem skorzystać. Po co więc w ogóle podawać to na stronie? Jeśli nie byłoby tam statusów, nauczony doświadczeniem, zadzwoniłbym i upewnił się, że nie pojadę na darmo.
Nie miałem zbyt wielu okazji korzystać z tych tajemnych maszyn, ale o ile pamięć mnie nie zawodzi, udało mi się mniej więcej w połowie przypadków. Trochę mało.
A Real dokonał pięknej remontady – przegrywając już 0:2, wygrali 3:2.
Tagi: codzienność
Dawno nie pisałem i znów przychodzi mi napisać co nieco o piłce nożnej. Dziś oglądałem mecz Barcelony, ale zacznę od Realu
Zeszłotygodniowa porażka Królewskich w Lyonie jest dość bolesna. Na osłodę dostaliśmy 6 goli przeciwko Villareal, ale nie ma powodów do zbytniego optymizmu. Oba mecze wpisują się w ogólny obraz drużyny. Drużyny, która nie potrafi radzić sobie z dobrze zorganizowaną, skomasowaną obroną. Realowi brakowało pomysłu na grę, a dobrze przygotowani fizycznie przeciwnicy coraz bardziej wypychali ich ze swojej połowy. Niby dobre pół godziny pierwszej połowy właściwie nie przyniosło zagrożenia pod bramką gospodarzy, a później było gorzej i gorzej. Przez pewien czas zawodnicy Realu nie umieli wymienić kilku podań na swojej połowie! Patrząc na styl gry, 1:0 nie było złym wynikiem. 6 bramek, które zatopiło Żółtą Łódź Podwodną, to w głównej mierze efekt wysokiej gry obrony. Między obrońcami a bramkarzem, czy linią końcową zostawało dużo miejsca, więc Królewscy mogli się rozpędzić, dojść do daleko wypuszczonej piłki. Nie mieliśmy tego w meczu z Francuzami. Co rusz trzeba było wdawać się w dryblingi, które, o czym pisałem już dawno, nie przynoszą innego skutku niż strata piłki. O ile groźny jest w tym elemencie Christiano Ronaldo, o tyle po chwili dobrej gry w Lyonie został spacyfikowany drobnymi kopnięciami i pressingiem dwóch lub więcej zawodników. Real w tamtym meczu dał się stłamsić, zawodnicy wykazali się wyszkoleniem technicznym niewiele przewyższającym polską ligę. Nie potrafili dobrze podać, dobrze przyjąć, ani wystawić się partnerowi. Real dreptał, a Olimpique biegał.
Dzisiejszy mecz Barcelony z Vfb Stuttgart bardzo mile mnie zaskoczył. Nie zwykłem kibicować Niemcom, ale cóż… Stuttgart zagrał w zupełnie innym stylu, niż Lyon. Oddał sporo pola Katalończykom, ale też nie cofał się aż tak głęboko. Nagle okazało się, że zawodnicy Blaugrany są bezsilni wobec takiej taktyki. Świetna wrzutka i zrobiło się 1:0 dla Niemców za sprawą Cacau [czyt. kakao :)]. Chwilę później po błędzie obrony ten sam zawodnik mógł podwyższyć wynik, ale niepotrzebnie chciał podać koledze z drużyny. Niestety w drugiej połowie Barcelonie udało się strzelić tak zwaną "bramkę z dupy". Po prostopadłej wrzutce, naciskany obrońca źle wybił piłkę, do tej wyżej wyskoczył Pique i podał Ibrahimoviciowi, a ten na raty zdobył bramkę. Jak później pokazały powtórki, Pique przy podaniu był za ostatnim obrońcą, ale nie czuję się na siłach oceniać, czy w takiej sytuacji powinien być gwizdek. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, choć mógł być wynik bardzo dobry, a został niekorzystny. Vfb musi strzelić gola na Camp Nou, co nie wróży im najlepiej. Ale cóż, zobaczymy. Barcelona od dawna nie jest już kosmiczna, a przy odrobinie szczęścia wygrać z nią może każda solidniejsza i ambitna drużyna.
Na koniec pozostaje mi się na wszelki wypadek pożegnać, jakbym nie obudził się z narkozy ;). A poważniej, to jutro idę na długo oczekiwany, ale rutynowy zabieg septoplastyki. Mam nadzieję, że strasznie nie spuchnę.
Tagi: piłka nożna, Real
Dziś w serwisie Gazeta.pl przeczytałem informację o jakże chwytnym tytule - „Klęska Hollywood. Można ściągać filmy z sieci.” Artykuł co najmniej zaskakujący. Autor twierdził, że jedna z amerykańskich organizacji walczących z piractwem, przegrała w Australii proces z portalem iiNet udostępniającym m.in. filmy. Trudno było mi w to uwierzyć, choć po drugiej stronie świata czasami dzieją się dziwne rzeczy, ot, mieszkają kangury, a jednym z najpopularniejszych (najpopularniejszym?) sportów jest krykiet, jednak taki wyrok wyrzucałby Australię poza zachodni system prawny.
Postanowiłem skonfrontować tę informację z innymi źródłami. Pierwszy z brzegu, serwis TVN, podawał już znacznie bardziej realistyczną wersję. Okazało się, że iiNet nie jest żadnym portalem czy serwisem, a dostawcą Internetu. W dodatku nie udostępniał żadnych treści, a jedynie odmawiał reakcji na zgłoszenia naruszenia praw przez swoich klientów, wysyłane przez AFACT. Jak Gazeta.pl może wypisywać takie bzdury? Niestety nie skopiowałem tego artykułu, nie zindeksował go też Google, a ktoś zorientował się, że się wygłupili i tekst został zdjęty.
Swoją drogą sama sprawa jest dość ciekawa, jej szczegóły można poznać tutaj. Australijski sąd opowiedział się za wolnością Internetu. Tymczasem polski rząd cały czas kombinuje, jak nam ją ograniczyć.
Tagi: ciekawostki, opinie
W weekend rozgrywki wznowiła liga hiszpańska. Niestety Real nie wykorzystał szansy na objęcie pozycji lidera, a właściwie zrównania się punktami z Barceloną. W sobotę Barcelona zremisowała 1:1 z Villareal, ale dzień później Real wywiózł tylko jeden punkt z Pampeluny.
Niestety po świątecznej przerwie pokazał się stary, zły Real. Higuain zmarnował dwie doskonałe sytuacje, Benzema właściwie nie stwarzał zagrożenia, Ramos marnie dośrodkowywał, na szczęście nie popełnił błędu w obronie, choć miał okazję. Do tego Xabi strzelał bardzo niecelnie, a wchodzący z ławki Raul był prawie niewidoczny. Cóż, pozostaje wierzyć w dalsze potknięcia Barcelony, ostateczne zwycięstwo Realu i upokorzenie rywala w Lidze Mistrzów.
Tagi: piłka nożna, Real